Amerykanie i wojna wywiadu

Grobowa cisza. Maki zasiane. Spokój jak gdyby tylko na niby i tylko pozornie. Z oddali widać poległych walczących o resztki honoru i gram godności. Niby wojna niby się skończyła. Niby porozumienie i rozejm. Generalnie to damy wam spokój, rozbierzemy was i rozdzielimy po równo. Będziemy okupować, rozkradać i rusyfikować. Ty dostaniesz trochę miłości, Tobie oddamy resztki szacunku, a dla Ciebie zostaje iluzja wierności. Stolica w gruzach, armia słabnie. Wiesz, że niby wojna trwa niby dalej, ale już bez fizycznych ofiar, bez słowa, po cichu. Snowden pociąga sznurkami niby przypadkiem, drąży skałę, niby bez celu. Wojna wywiadu.

i wreszcie, #dreamscametrue Amerykanie oddają nam samoloty bo już zrobili sobie lepsze. Wspierają politykę bezpieczeństwa i stosunków międzynarodowych, bo wypada, bo NATO. Mówią: że dużo przeszliście, że naród, że wiele wywalczył, że dobra, że pomożemy. Mamy w tym interes, ale w sumie to nikt na tym nie straci i nikt o tym niby nie wie. A może tylko zyska. Przeszliście bagno gówna, morze rozczarowań, złożyliście wystarczająco dużo ofiar nieodzwajemnionych miłości. Należy wam się.

Może wspaniali Amerykanie i mnie kiedyś uratują. Oby.

Reklamy

Lubawa nie Warszawa.

Wczesne przedpołudnie, pada deszcz, a ja stoję z parasolką, którą ledwo mogę utrzymać, bo piździ jak samskurwesyn. Wyłania się między blokami metr osiemdziesiąt pięć i podąża w moim kierunku, wyczuł mnie, nawet nie wiedział jak wyglądam. Z twarzy podobny zupełnie do nikogo, zadaje standardowe, nijakie pytania. Po czym mówi, że brzydka pogoda, że może gdzieś się przejedziemy. Myślę sobie no dobra zobaczymy czym jeździsz typie o dziwnej fryzurze, mówię, że znam fajne miejsce. Fura fajna, ale nie jestem blacharą więc słabe wrażenie to auto na mnie raczej robi, tym bardziej, że mam własne dwa. Ciężko mnie zaskoczyć. Musze kupić krzesła do jadalni bo się rozklapały więc pomyślałam sprawdzimy, czy koleś się nadaje do życia. Na co odpowiedział, że krzeseł nie będzie ze mną kupował, bo nie, chociaż może później. Rozpoznanie: koło drwala to on nawet nie stał. Muszę się dowiedzieć więcej. Czy ta istota ma jakikolwiek zalążek w postaci kory mózgowej. Pytam, czym się zajmujesz typie. A on, że jest prezesem firmy produkującej elektryczne samochody. Myślę sobie WOW, nieźle, dobrze rokuje. Inżynier? Mówi, że ekonomista.. coś zaczyna śmierdzieć, ale dobra nieistotne, z reguły tak bywa, że zajmujemy się zawodowo różnymi rzeczami, od prowadzenia biznesu po księgowość czy inne gówno. Dojechaliśmy nad jezioro szybki spacer, od razu mówię, że palę i to ruskie bo taniej wiadomo. On mówi, że on nie. A, że ja będę śmierdzieć. Taki styl sobie myślę, udawać super laski bez nałogów nie zamierzam. Kwituję, że jestem sobą zawsze i tyle, albo pasuje sobie myślę albo nie pasuje i życzę szerokości na trasie. Gadka szmatka o niczym. Po czym typ daje otwarcie o sprawach łóżkowych oferując swój sprzęt i co ja na to. No debil myślę. Diagnoza wystawiona. Na drwala ani się nie zachowuje ani nie wyglada więc natychmiastowo go skreślam. Kategoria: odpadki. Wsiadamy z powrotem do fury bo leje i wieje i ja już w sumie nie chce na niego nawet patrzeć. Otwarcie mówię, że nie bo to nie moje klimaty i zaczynam mu cisnąć bo słabo zaczął rozumować głową. Natomiast przewodnie stanowisko myślowe przejął penis. Tłumaczy, że w stolicy Polski Warszawie to jest normalna sprawa i na porządku dziennym, że się witamy i pieprzymy na tylnym siedzeniu, albo u ciebie. Mówię, że fajnie i że wiem, ale Lubawa nie Warszawa i u nas na wsi to się tak nie robi. Tłumacze, że rozumiem, że hedonistyczny styl życia jest w modzie i trendy, ale to nie moja bajka i żeby zamówił sobie dziewczynę do hotelu, a mi dupy nie zawracał. Na to metr osiemdziesiąt pięć z lokami odpowiada, że chciałby się we mnie zakochać, że znalazłam narzeczonego, że przeniesie firmę do mnie na wieś i będziemy sobie tutaj żyli długo i szczęśliwe. Poprosiłam, żeby odwiózł mnie mnie do domu i na koniec tej zabawnej historii pożegnałam go soczystym spierdalaj

Sentymentalne teżewe

Wychodzę z domu ze świadomością i pełną akceptacją mojej ostatecznej niezależności uczuciowo-emocjonalnej. Świetnie się z tym czuję. Gratuluje sobie samej szybkiego powrotu do homeostazy psychicznej. Siedzę w barze i popijam wino z kieliszka jak prawdziwa dama. Obserwuje i analizuje: ktoś się zaręczył, ktoś kogoś zostawił, ktoś komuś zajebał, ktoś komuś usiadł na kolanach i liczy na coś więcej. A ja wreszcie uwolniona od przymusu kochania, budzę się do życia jak wiosna – pełnowartościowa, otwieram umysł i spokojnie stwierdzam, że w sumie na chuj mi to wszystko. Że jest dobrze. Nikt mnie nie wkurwia, niczego nie wymaga i nie oczekuje. A przede wszystkim to ja nie oczekuje i nie wymagam i już nawet nie potrzebuje. 
….i wtedy….

Wpierdala się na mój peron bardzo dobrze znane, wytrzymałe, luksusowe i sentymentalne teżewe. Zatrzymuje się na dłuższą chwilę, nie myśle i wsiadam. Przejeżdżamy kilka bardzo dobrze znanych nam i pełnych chemii stacji. Zadowolona wysiadam. Zero litości. Czekam na następny pociąg do przyszłości. 

K.K.

Gdy pociąg nie przyjeżdża, bo to nie ten peron.

Mężczyźni dzielą się na  takich do których pociąg mam ja i takich którzy pociąg mają do mnie. Nic tak nie działa i nie pobudza erotycznych fantazji jak uczuciowa niedostępność i niemożność usidlenia. Kiedy rzadkie, przelotne spotkania stają się chwilowym oderwaniem od smutnej i szarej rzeczywistości, połączone z nutą adrenaliny i bliskością intelektualna – dają wybuchowa mieszankę chemii, która chcąc niechcąc potrafi wywołać niezawinione  pożądanie prowadzące w swych negatywnych skutkach do niechcianego przez obie strony zakochania. Tory nachodzą na siebie przez kilka minut… i krzyżują się w najmniej oczekiwanym momencie, po czym rozchodza sie na dwa różne fronty. Wówczas trzeba szybko spierdalac i zmienić morale armii. To jeszcze nie jest najgorzej. Najgorzej, gdy brak porozumienia intelektualnego, bliskości emocjonalnej, pociąg nie nadjezdza i wiesz ze to nie jest zwykłe opoznienie pkp… tylko nie ten peron. W dodatku w zupełnie innych rzeczywistosciach. A Ty nie chcesz robić rzeźni, ale musisz bo toczy się wojna. Jeśli Ty nie zabijesz – to ktoś zabije Ciebie. 
Wtedy dobrze jest mieć własnego Goebbelsa, który powie że zabijając ranne antylopy i postrzelone jelenie robisz dobrze dla ogółu. 

Kamila Karolina

Płciowy totalitaryzm, jestem na wojnie.

Z pełną świadomością można porównać relacje damsko-męskie do wojennego pola walki. Każda ze stron posiada swoją prywatną armię, a w niej liczne bataliony, pułki, brygady i dywizje gotowe zarówno na atak, jak i obronę. Każdego dnia trwania  związku toczy się nieustanna i regularna bitwa o pozycję, władzę, egoizm i egocentryczną postawę, ambicje, potrzeby i oczekiwania. Trafnym wydaje się być stwierdzenie: „wszyscy ludzie byliby sobie równi, gdyby nie mieli potrzeb”.  Wystarczy tylko jeden błąd w komunikacji, aby stanąć do walki, a partnera potraktować jako wroga numero uno.

Płciowy totalitaryzm to ideologia, która zakłada reżim i chęć dominacji nad płcią przeciwną. Jego stały element to chęć kontroli przede wszystkim własnych uczuć żeby nie wyjść poza strefę komfortu i nie stracić godności przez nieumyślna zakochanie. Co się dzieje wówczas, gdy przez przypadek wyjdziemy z własnej strefy komfortu i stracimy poczucie kontroli, ponieważ nieumyślnie się zakochaliśmy? I to jest właśnie ten przełomowy moment, kulminacja, istny rozpierdol. Siejemy zniszczenie, na wszystkich frontach. Wojna hybrydowa. W każdą możliwą stronę spadają atomowe bomby uczuć. Wybuchają miny z potrzebami, które wreszcie będziemy w stanie zaspokoić. Wyjeżdżają czołgi z wyidealizowanym wizerunkiem obiektu pojebanych uczuć i jeszcze bardziej popierdolonego pożądania. I wtedy… Następuje wycofanie wojsk sprzymierzeńca. Spierdala, bo robimy zbyt wielki rozpierdol. A my tkwiąc dalej w fazie euforii endorfin – nie czujemy, że za chwile zawalimy się jak World Trade Center 11-stego września 2001 roku – kiedy tylko przestaną się wytrącać w naszym mózgu. Albo spierdalamy wcześniej sami – żeby uprzedzić odrzucenie w obronie własnej Wieży.

Co się dzieje dalej? 🙂

Kamila Karolina

P.S. Pamiętajcie, że jesteśmy na wojnie i zawsze przegrywa ten, któremu bardziej zależy. Mi też się zdarza o tym zapomnieć.